Z rozwiązań Apple korzystam od ponad 6 lat. Miałem to szczęście, że zacząłem od MacBooka Pro 13, ze Snow Leopardem na pokładzie – jednym z najbardziej stabilnych i dopracowanych systemów operacyjnych, na jakich miałem okazję pracować.
Następnie kupiłem iPhone’a 4, na którym zainstalowany był iOS 4 – również bardzo stabilny, ale okrojony z wielu funkcji system.

Zawsze ceniłem w Apple to, że świetnie łączy hardware z softwarem. Dawało to poczucie, że oprogramowanie jest tworzone z myślą o sprzęcie, lub na odwrót. Było to coś, czego bardzo brakowało mi w Windowsie czy nawet Linuksie. Ponadto, z czasem dodano iCloud i zwykły użytkownik otrzymał w pełni funkcjonalny ekosystem.

Ostatnim bardzo udanym przedstawicielem rodziny OS X, był Mavericks. Do ideału nieco mu brakowało, ale nadrabiał funkcjami. Poza tym był darmowy, czym rekompensował małe niedoróbki. Z kolei, ostatnim dopieszczonym iOS, była wersja 6. Na moim iPhonie 5 wszystko działało idealnie, nic się nie wykrzaczało, a samoistny restart telefonu zdarzał się raz na rok – o ile!

apple-iOS8Teraz ta gorsza część… Otóż, od jakiegoś czasu, Apple swoim oprogramowaniem zaczęło mnie mocno irytować. W zasadzie, wszystko zaczęło się od iOS 7. Nie mam nic do nowego wyglądu – podoba mi się, uważam tę zmianę za krok w przód. Jednak smartfon utracił dwie bardzo cenne rzeczy – stabilność i czas działania na jednym ładowaniu. Następnie pojawił się iOS 8 i OS X Yosemite – najgorsze systemy operacyjne Apple’a do tej pory. Bardzo cieszyłem się, gdy zapowiedziano rzeczone oraz ich niesamowitą integrację: możliwość wysyłania SMS-ów z poziomu komputera i odbierania połączeń telefonicznych, kontynuację pracy itd. Funkcje są naprawdę świetne, ale jakim kosztem? Niestety, ale ogromnym – kosztem stabilności. Czułem się, jakbym testował dwie bety. iPhone co chwilę się restartował, cierpiał na utraty połączenia z siecią i spadek długości pracy na jednym cyklu ładowania (3-5 godzin użytkowania). Z MacBookiem sprawy mają się trochę lepiej, ale często miałem problemy z przemieszczającymi się okienkami, rozjazdem w grafice, nie działającymi niektórymi funkcjami, Bluetoothem oraz Wi-Fi (w sieci lokalnej znajduje się 5 komputerów o nazwie „Joozio’s Mac”). Warto też dodać, że „Maciek” znacznie zwolnił w kwestii rozruchu systemu. Na Mavericks startował w ok. 4-6 sekund, na Yosemite zajmowało mu to ok. 20-40 sekund. Co się stało? Dopowiem jedynie, że problemy, które opisałem, nie dotyczą tylko mnie. Codziennie widzę, że ktoś się skarży, narzeka – często są to użytkownicy nowych sprzętów spod szyldu nadgryzionego jabłka…

Następnie przyszedł El Capitan oraz iOS 9 -> dwie aktualizacje, które znowu przywróciły trochę stabilności oraz kilka nowych funkcji. Kilka dni temu odbyła się kolejna konferencja WWDC, która pokazała, że Apple zmienia się jeszcze bardziej. Nie było już „One More Thing” lub efektu wow. Co więcej, mam teraz styczność z Windows 10 i szczerze – zaczyna mi się to podobać. Filozofia Microsoftu coraz bardziej do mnie przemawia(a zaczęło się od xboxa). Czekam na jesienną konferencję Apple – zobaczymy, czy tym razem będzie „wow”.

A propos nowych urządzeń – iPhone’y 6. Chodzi o te, które się wygnają, odchodzi od nich ekran, mają wady fabryczne (niedziałające coś). Czy Apple zaczęło oszczędzać na produkcji? Bendgate to aktualnie duży problem, a klienci w Polsce mają duże trudności z reklamowaniem takich egzemplarzy. Możecie pisać, że Bendgate winni są sami użytkownicy, ale jak wytłumaczyć przypadki iPhone’ów 6 Plus, które już po wyjęciu z pudełka były wygięte? Dla mnie to katastrofa! Gdzie się podziało Apple dbające o każdy szczegół? Co z produktami dopracowanymi w stu procentach?! Gdzie czasy iPhone 4?

Jeżeli chodzi o systemy operacyjne, powodem może być coroczny cykl wydawniczy, nie dający czasu na przeprowadzenie rzetelnych testów i wykluczenie błędów. Nie wiem, nie mam pomysłu, co mogło się stać… Kłopoty ze sprzętem można wytłumaczyć w inny sposób: za duże zapotrzebowanie. Każdy nowy iPhone bije rekordy sprzedaży poprzedniego modelu. Fabryki nie są w stanie nadążyć z produkcją, i tak powstają tzw. „buble”.

Jednak, czy ja, jako odbiorca, powinienem przejmować się takimi rzeczami? Nie! Oceniam Apple za efekt ich pracy, a więc za to, co kupuję oraz instaluję. W minionym roku – według mnie – mocno obniżyli loty. Mam nadzieję, że kolejne produkty będą bardziej dopracowane i że wezmą sobie do serca krytykę ze strony użytkowników, co pomoże uniknąć podobnych problemów w przyszłości.

Nie zrozumcie mnie źle, mimo że nie podobają mi się ostatnie działania Apple, nie oznacza, że wrócę do Windowsa. Moim zdaniem, i tak są znacznie lepsi niż każde „Okienka”. Niemniej czekam na poprawę.