Czwarty kwartał dziwnie kompresuje czas, bo minęło już ponad 30 dni od eksperymentu. Czy praca w ruchu oraz na stojąco jest możliwa? Czy warto próbować? Postaram się na te pytania odpowiedzieć.

Trudne początki

Pierwsze dni eksperymentu były najtrudniejsze oraz zweryfikowały kilka podstawowych założeń oraz barier. O ile praca na stojąco w domu nie była dla mnie dużym problemem – jedynie musiałem zmienić proporcje(80% stania + 20% siedzenia). Natomiast prawdziwy problem pojawił się w biurze, gdy miałem zmienić miejsce pracy. Pojawiła się bariera psychologiczna, ale również szybko zabrakło pomysłów na nowe miejsca. Niestety lokalizacja mojej pracy nie jest super atrakcyjna i jedyny sensowny obiekt, z którego mogłem skorzystać to Galeria Jurajska. W środku mam do dyspozycji kilka kawiarnii, strefa jedzenia oraz Pizza Hut. Wykorzystałem wszystkie już w pierwszych 4 dniach. Na szczęście w firmie mamy kilka małych salek, które czasami były dostępne i chętnie z nich korzystałem. Co więcej, był to też okres, w którym zaczynaliśmy razem z Łukaszem Górskim rozkręcać Snapchat oraz Instagram(dokładnie Instastory), a to zmusiło mnie do ciągłego ruchu przez ponad godzinę kręcenia nowych materiałów. Takie sesje zaliczałem sobie jako pełen cykl w jednym miejscu(jeden cykl = 2,5h w jednym miejscu).

Zmiany w podejściu

Pierwsze co zrozumiałem to, że praca w ruchu nie jest dla każdego. Zresztą, praca na stojąco również ma swoich zwolenników, ale nie wszyscy będą z tego czerpać 100% efektów. Gdy pisałem wpis z pierwszymi wnioskami, zacząłem zmieniać swoje podejście do tematu i trochę modyfikować pierwotne założenia.

Po pierwsze, zacząłem bardziej luźno podchodzić do zasady zmiany miejsca. Tak naprawdę, chodzi tu o to, aby po prostu nie siedzieć przez 8 godzin. Dlatego, zacząłem bardziej wykorzystywać swój inteligentny zegarek, który co godzinę przypomina mi o tym, że muszę wstać i zrobić minimum 300 kroków. W praktyce, wystarczy przejść z biura do biura lub wyjść przed firmę. Z plusów takie podejścia jest jeszcze jedna sprawa – wychodząc mogę się po prostu przewietrzyć. Jednak w moim biurze pracuje ponad 20 osób i robi się bardzo szybko duszno, a to wcale nie pomaga w byciu produktywnym. Niestety im dalej w grudzień tym zimniej i tym trudniej było wyjść na zewnątrz.

Jeszcze gorzej, że pod koniec roku zachorowałem i tego nie zaliczam do „lekkiego przeziębienia”, a raczej do trudnego w leczeniu wirusa. Gorączka, katar, kaszel i ogólne osłabienie – tak źle nie czułem się od kilku lat. Byłem więc zmuszony do pracy w domu oraz tymczasowego wstrzymania projektu pracy w ruchu czy nawet pracy na stojąco. Pierwsze 4 dni choroby były tak złe, że gdy w łóżku odkładałem laptopa – momentalnie spałem. Budziłem się ok. 20, żeby coś zjeść, napić się, wziąć leki i znowu sen do 8 rano.

Dom + choroba + praca = wyzwanie!

Koniec roku i początek 2017 był dla mnie naprawdę trudny pod względem zdrowotnym, ale jak tylko pozbyłem się gorączki i wróciły siły witalne – wróciłem do pracy na stojąco / pracy w ruchu…w obrębie mieszkania. Musiałem mocno sobie poukładać organizację, w jaki sposób się ruszać, ale nie wychodzić na zewnątrz. Z pomocą przyszła nowa aplikacja Time Glass, dzięki której, poukładałem sobie cały dzień pracy.

praca w ruchu

W praktyce wygląda to tak, że aplikacja jest w po prostu timerem, który może składać się z kilku etapów. Dodałem więc takie etapy: praca na stojąco, praca na siedząco, przerwa, refocus -> oczywiście w różnej kolejności. Na początku oczywiście popełniłem kilka błędów, jednym z przykładów jest zbyt krótki czas na dany etap, więc co 30 minut wstawałem i siadałem – totalny bezsens. Przez ten czas bardzo dużo zrozumiałem i nauczyłem się wydłużać swoje skupienie – polecam.

Refocus – wyciszenie się, medytacja, power nap – You name it. Totalne oderwanie od tego, co robisz – również mentalnie.

Czy warto? Czy będę to kontynuował?

To jest rdzeń całego eksperymentu – czy cały ten ruch i praca na stojąco coś daje? Pisałem na samym początku, że odczuwam pozytywne skutki i po ponad 30 dniach(z krótką przerwą) nie zmieniam zdania. Praca na stojąco sprawia, że jestem znacznie bardziej skupiony na tym, co aktualnie robię. Do tego dodaję jeszcze dobrą muzykę i znacznie szybciej realizuję zadania. Natomiast praca w ruchu działa trochę inaczej – najbardziej produktywny jestem, gdy znowu siadam do pracy. Tutaj również widzę bardzo pozytywne efekty – szczególnie, że gdy gdzieś idę to mam szansę poukładać sobie niektóre rzeczy lub akurat wpadnie mi do głowy jakiś nowy pomysł.

Resumując – tak, warto i tak będę to kontynuował. Natomiast mam jedną radę dla tych, którzy chcą zacząć : nie bójcie się dostosowywać pomysłów do swoich potrzeb. Zmieniajcie je dowolnie i eksperymentujcie. Pod koniec dnia, to Ty masz być zadowolony z efektów swojej pracy. Nie ma mowy o trwaniu w tym na siłę. Warto również nauczyć się odpuszczać – jak nie wychodzi lub są jakieś znaczące ograniczenia – po prostu nie warto marnować na to czasu i środków.

Niebawem zamierzam opisać jeszcze inny sposób na zwiększenie produktywności – nie tylko w pracy. Warto zapisać się na newsletter!

[wysija_form id=”1″]