Cztery lata temu po raz pierwszy usłyszałem o pracy na stojąco. Przeczytałem sporo artykułów, wyzwań, badań oraz argumentów. Zawsze chciałem tego spróbować, ale nie miałem ku temu odpowiedniej „infrastruktury” – biurka, podkładki, normalnego pokoju(mój ówczesny znajdował się na poddaszu). Praca na stojąco nie była mi wtedy pisana, więc porzuciłem chęć eksperymentowania, aby wrócić do tego za jakiś czas.

Praca na stojąco?

Ponad miesiąc temu, kupiłem swoje pierwsze biurko do pracy na stojąco. Przyznam, że był to zakup impulsywny, ale nie bezmyślny. Otóż, wybrałem opcję zaproponowaną przez IKEĘ w cenie 499 zł, jednak przed ostateczną decyzją musiałem sprawdzić, czy nie jest za niskie(niestety brak możliwości regulacji). Oczywiście było idealne.

Od tego czasu, gdy tylko wracam do domu, wszystko co robię na komputerze – wykonuję na stojąco. Gdy pracuję w domu – tylko przy tym biurku. Jeżeli mam możliwość zrobić coś stojąc to wybieram tą opcję. Jak pisałem wyżej -> aktualnie trwa drugi miesiąc z nowym nabytkiem i jednocześnie stylem pracy. Zapisałem również kilka plusów i minusów:

Minusy:

– męczące się nogi
– bolące pięty
– mało miejsca na biurku

Plusy:
– większe skupienie i efektywność
– rzadsze korzystanie z komputera do rozrywki
– lepsze samopoczucie i brak znużenia

Wnioski pracy na stojąco

Czy uważam, że praca na stojąco jest idealna dla mnie? Na pewno lepsza niż siedzenie przez 8h dziennie, ale ma swoje wady. Na początku musiałem robić sobie dłuższe przerwy od stania, bo ból nóg i pięt był bardzo mocny. Wystarczała kilkuminutowa regeneracja, aby wrócić. Natomiast wadą całego zamysłu jest to, że samo stanie w sobie jest niezbyt zdrowe(chociaż i tak lepsze niż siedzenie). Znowu wróciłem do przeglądania artykułów oraz relacji ludzi, którzy rzeczywiście w ten sposób pracowali przez dłuższy okres czasu(ponad rok). Okazuje się, że niewielu przekracza magiczne 6-9 miesięcy – zazwyczaj porzucają ten styl ze względu na bóle oraz komfort. Czy to oznacza, że za 4 miesiące moje biurko będzie do wyrzucenia?

Zrezygnowany, ale zdeterminowany – szukałem złotego środka. Wtedy właśnie znalazłem bardzo fajny artykuł na Bufferze, który opisuje pewien kompromis pomiędzy siedzeniem, staniem, a chodzeniem. Na czym to polega? To niesamowicie proste: na początku dnia tworzysz listę zadań do zrobienia. Następnie dzielisz ją na to ile razy zmienisz miejsce pracy. Zalety są takie, że nie siedzisz cały czas w jednym miejscu i zmuszasz się do ruchu, który jest tutaj bardzo pożądany.

Na czym będzie polegał eksperyment?

Przez miesiąc chcę spróbować tej metody na poniższych zasadach:
1. Na początku dnia tworzę listę zadań do zrobienia.
2. Za każdym razem, gdy skończę jedną listę, zmieniam miejsce pracy(biuro, kawiarnia, inne pomieszczenie).
3. Dodatkowo, co 25 minut wstaję i robię sobie 1-2 minutowy spacer.
4. W domu obowiązuje to samo, ale zamiast siedzieć,  te 25 minut to będzie praca na stojąco, a 1-2 minuty odpoczywał na kanapie.
5. Tam gdzie będę mógł wybrać siedzenie vs stanie vs ruch -> zawsze wybiorę ruch, potem stanie, a na samym końcu siedzenie.

O moich postępach będę informował w tym wpisie na bieżąco oraz na moich mediach społecznościowych. Czas trwania: 30 dni.

Chcesz otrzymywać informacje o takich wpisach?
Zapisz się na newsletter :~)

[wysija_form id=”1″]